Górak/Okoń – „Napiszemy książkę z piłkarskimi anegdotami!”

Rozmawiamy z pierwszym i drugim trenerem Elany Toruń, czyli Rafałem Górakiem i Dariuszem Okoniem. Temat przewodni – okres przygotowawczy. Ten obecny, ale też te dawne, sprzed lat. Obszerna rozmowa, która zeszła również na kilka innych wątków.

Rafał Wyrzykowski/elanatorun.com: Lubicie zimowy okres przygotowawczy?

Dariusz Okoń: Ja lubię każdy okres w roku. Jak się lubi swoją pracę, to nie ma znaczenia czy jest to okres startowy czy przygotowawczy. Po prostu pracuje się jak najlepiej potrafi. Na pewno okres przygotowawczy jest ciężki zarówno dla zawodników, jak i dla nas, ale nie jest to powód do zmartwień.

A jak trener był piłkarzem to lubił zimowy okres przygotowawczy?

Dariusz Okoń: No, to zmienia nieco postać rzeczy. Ja wolałem okres gry, aczkolwiek wiadomo, że żeby dobrze grać, to trzeba było się dobrze przygotować, dać dużo potu i wysiłku.

Czuł trener, że dobre przygotowanie zawsze przekłada się na dobrą formę później?

Dariusz Okoń: Na pewno w świadomości zawodnika jest, że jak się dobrze przepracowało zimę, było się zdrowym, kontuzje omijały, to gdzieś tam przede wszystkim w głowie była ta myśl, że wszystko jest dobrze i forma w meczu będzie. Po prostu czułeś się pewnie, bo wiedziałeś, że mecz wybiegasz, wywalczysz i nie kalkulowałeś czy wystarczy sił. Ja takich ciężkich okresów parę u jednego trenera przeszedłem, także wiem co to znaczy i wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany. A że z grą bywało różnie to już nie wina przygotowań (śmiech).

Rafał Górak: Ja z kolei teraz bardzo lubię okres przygotowawczy. Teraz są zupełnie inne możliwości treningowe niż za moich czy Darka czasów. My jak mieliśmy zimowe przygotowania to byliśmy uzależnieni w 100% od natury. Nie było sztucznych płyt, ani tym bardziej boisk trawiastych. Jak spadł śnieg, a zimy były poważniejsze niż teraz, to mogliśmy jedynie pomarzyć o graniu w piłkę. Jedyna szansa, że pogramy, to jak w klubie udało zorganizować się traktor i ten śnieg ubito. To już nas cieszyło, bo była szansa chociaż pokopać. A sam okres przygotowawczy w naszych czasach w ogóle nie był monitorowany pod indywidualnym kątem. Wszyscy byliśmy w drużynie wrzuceni do jednego worka i jak ktoś był słabszy fizycznie, a ja nigdy nie należałem do Herkulesów, to było bardzo ciężko. Musiałem trenować tak samo jak najsilniejsi w zespole. Gdy zderzałem się z takimi obciążeniami jak choćby Darek, który należał do najsilniejszych, to miałem masakrycznie ciężko, podobnie jak inni równi mi. Mogę powiedzieć, że nie cierpiałem okresu przygotowawczego jak byłem zawodnikiem, a dzisiaj jako trener bardzo je lubię, bo dzisiaj możemy korzystać z różnego sposobu monitorowania zawodników, mamy lepsze boiska, lepsze ośrodki treningowe, trenujemy, tak mi się wydaje, też ciut inaczej, co nie znaczy, że lepiej, bo wtedy też byli bardzo dobrzy trenerzy, którzy posiadali ogromną wiedzę piłkarską. Fakt jest jednak taki, że te przygotowania za moich czasów piłkarskich były diametralnie inne od tych obecnych i na pewno trudniejsze dla zawodników słabszych fizycznie.

Jakieś przygotowania zapadły trenerom w pamięci szczególnie?

Rafał Górak: Dla mnie na pewno ten czas kiedy pierwszy raz udało mi się z zespołem przygotowywać w zupełnie innych od opisywanych wcześniej warunkach, czyli za granicą – w Turcji i na Cyprze. Byłem wtedy zawodnikiem Szczakowianki Jaworzno. Łapałem się wtedy za głowę. Dla mnie jako zawodnika o słabszych parametrach fizycznych było to zbawienne, bo te przygotowania były też dzięki temu inne.

Przyznam się jednak, że pamięć mam dobrą i pamiętam wszystkie okresy przygotowawcze. Trudno zapomnieć ten chłód, śnieg i trud treningów.

A trener Okoń to z pewnością zapamiętał okres przygotowawczy, w którym zgubił się w górach.

To może być dobra historia.

Dariusz Okoń: To było w czasach kiedy dołączyłem do zespołu Naprzód Rydułtowy. W tamtych czasach był to dobrze prosperujący II ligowy klub (w dzisiejszych realiach I ligowy) na Śląsku. Pojechaliśmy na obóz do Dzierżoniowa, zagraliśmy sparing, w którym nieco stłukłem mięsień, ale oczywiście następnego dnia poszedłem na trening w góry, no bo jak to? Nie poszedłbym? Musiałem. Szliśmy w tych górach, szliśmy, mnie ten zbity mięsień bolał coraz bardziej, ale co miałem zrobić? Trening 3 godzinny, nie ma odwrotu. Szliśmy tak całą grupą, aż zeszliśmy na całkiem płaski teren i chłopaki ruszyli na sprincie, swoiste igrzyska, kto pierwszy na mecie. Ja z tą nogą zostałem z tyłu, oni po chwili kompletnie zniknęli, wyszedłem na jakąś polanę i co teraz? W lewo? W prawo? Prosto? A kto to wie! Błąkałem się dobre 45 minut i miałem szczęście, że akurat jechał jakiś gość Maluchem i udało mi się go zatrzymać. Wsiadłem do środka, okazało się, że to drwal, w Maluchu brak siedzenia, ale za to ogromna piła i siekiera. Sceneria jak z horroru. Nie miałem jednak wyjścia i poprosiłem pana, żeby zwiózł mnie gdziekolwiek skąd mógłbym dostać się do Dzierżoniowa. Udało się podjechać na przystanek PKS skąd pojechałem autobusem do hotelu w którym byliśmy zakwaterowani.

Nie szukali trenera?

Dariusz Okoń: Szukali! Na obiedzie okazało się, że jednej osoby brakuje, czyli mnie. Trener Naprzodu Jan Furlepa stwierdził, że pójdzie na szlak mnie poszukać. Kiedy on ruszył ja wróciłem i wszystko się dobrze skończyło. Takie to były czasy.

Ja dopiero gdzieś na koniec swojej kariery piłkarskiej w Walce Zabrze zaznałem okresu przygotowawczego, kiedy mogłem grać na sztucznych boiskach – wtedy Stadionu Śląskiego, ewentualnie na Gwarku Zabrze, bo też nie było tych boisk po kilka w jednym mieście.

Łatwo sobie wyobrazić jakie mieliście boiska treningowe oglądając stare magazyny ligowe z lat 90, choćby na TVP Sport, gdzie rzucają się w oczy boiska ligowe, które często są w opłakanym stanie, a jednak mecze się toczą. Jeśli ligowe murawy tak wyglądały, to jakie musiały być place treningowe? Łatwo się domyślić.

Rafał Górak: A Europa powoli budowała i nam uciekła.

Dariusz Okoń: My cieszymy się ze sztucznych płyt, a na takiej Łotwie stawiają już boiska hybrydowe, czyli lepsze od sztucznych, które dodatkowo przykrywają balonami.

Rafał Górak: Natomiast wiadomo, że w porównaniu z naszymi piłkarskimi czasami to się zmieniło na plus. My – powtórzę się – cieszyliśmy się, że traktor uklepał nam śnieg.

Bywało, że przez dłuższy czas nie dotykaliście w ogóle piłki?

Dariusz Okoń: Bywało, że przez miesiąc nie dotykałem piłki. Stacyjne ćwiczenia na hali, bieganie, góry. Piłki to nie widzieliśmy.

Rafał Górak: Jak wieczorem mogliśmy w siatkonogę zagrać  to już było dużo.

Dariusz Okoń: Albo turniej na hali trzech na trzech o jakąś stawkę.

Często trenerzy mówią, że lubią okres przygotowawczy, bo można popracować nad rzeczami, na które nie ma czasu w trakcie sezonu.

Rafał Górak: Zawsze jest wiele rzeczy do poprawy. My mamy o wiele przyjemniej, bo znamy nasz zespół bardzo dobrze. Wiemy jakie są u nas dysfunkcje, jakie rzeczy dobrze funkcjonują. Mamy określony na to ściśle plan, wiemy jak to będziemy robić. Chcemy udoskonalać i poprawiać osiągi indywidualne piłkarzy i mamy trochę na to czasu porównując się np. z Ekstraklasą, która grała  praktycznie do samych świąt, a za chwilę w lutym wraca znów do gry. My mamy tę przewagę, że tego czasu nie brakuje. Może się to wydawać żmudne, ale mam nadzieję, że ten okres jest tak urozmaicony, że chłopaki się nie nudzą i są pewni, że będą dobrze przygotowani do rundy.

Przygotowanie w piłce nożnej wymaga ciężkiej pracy, bo tych elementów nad którymi trzeba pracować jest bardzo dużo. Tak samo ważna jest wytrzymałość, szybkość, siła fizyczna, skoczność, zwrotność i jeszcze parę elementów.

Dariusz Okoń: Tak jak mówisz. Dużo jest takich elementów nad którymi trzeba pracować, trzeba to też umieć wypośrodkować, żeby nie postawić za mocno na jeden z nich, bo przez to mogą ucierpieć inne.

Rafał Górak: Piłka nożna na pewno jest sportem o charakterze wytrzymałościowym. Jest to element, który trzeba kształtować i piłkarze muszą wykazywać się dużymi atutami w tym zakresie. Jeżeli chcemy biegać 11-12 km na zawodnika w meczu to tej „pary” potrzebujemy dużo. Bieganie wyróżnia piłkę nożną spośród innych dyscyplin, bo bez biegania w piłce nic nie ma. Faktem jest, że trzeba umieć w obecnej piłce wiele odcinków pokonywać w tempie sprinterskim. Szukamy zawodników, którzy mają bardzo duże parametry motoryczne i są przygotowani w wytrzymałości ogólnej, którzy będą potrafili pokonywać bardzo dużo biegów sprintami i tak będziemy starali się ich przygotować. Ja już od lat mam wymyślony swój sposób  przygotowania zespołu podczas zimy. Każdy z trenerów ma swoją filozofię, jeden idzie taką drogą, a drugi taką.

Mamy przed sobą fajny okres i wydaje mi  się, że poprawimy walory tej drużyny.

Zbigniew Boniek  twierdzi, że polski piłkarz największe rezerwy ma w przygotowaniu fizycznym.

Rafał Górak: Świetnie, że jest taka świadomość i idzie ona z góry, bo ja też uważam, że w Polsce zaniedbujemy przede wszystkim przygotowanie motoryczne, poprzez takie, a nie inne działania, niekiedy ze strachu przed nałożeniem obciążeń na zawodników. Prezes Boniek powiedział też kiedyś, że jesteśmy najbardziej niedotrenowaną grupą jeśli chodzi o sporty.

My robimy wszystko, żeby z naszymi zawodnikami pracować intensywnie, żeby treningi były zapamiętane przez zawodników, nie dlatego, że się nad nimi pastwiliśmy, tylko dlatego, że staramy się poprawić ich umiejętności. Najważniejsze, że piłkarze Elany wiedzą gdzie jest ich granica zmęczenia i że nie stoi ona po pierwszej lepszej przebieżce, kiedy pojawia się zadyszka. Żaden piłkarz Elany nie stanie wtedy i nie powie „o Boże, jak jest ciężko”, tylko naprawdę można dużo przejść, dużo na siebie nałożyć, być dobrze przygotowanym do sezonu i nie być zajechanym. Według mnie 95% polskich drużyn jest niedotrenowanych, a nie zajechanych. Nasi chłopcy chcą trenować, podnosić poprzeczkę i intensywność, a my musimy ukierunkować ich właściwie, bo to wszystko musi być robione z głową. Po to jest to nasze małe laboratorium, które wzbogacamy nowymi rzeczami, żebyśmy wykorzystywali je najlepiej jak umiemy. Jeśli dojdzie do tego jeszcze system Catapult, mam nadzieję, że już niedługo, to będzie jeszcze lepiej.

Co to za sprzęt?

Rafał Górak: Jeszcze go nie mamy, ale już jesteśmy blisko pozyskania go. Prezes Więckowski stara się jeszcze dopiąć pewne rzeczy. Jest to mercedes w możliwościach poznania organizmu zawodnika. Wtedy będziemy w stanie monitorować wszystko to co najważniejsze,  m.in. to z jaką prędkością, w jakich wymiarach i z jaką intensywnością zawodnik biega w czasie meczu. To daje dużo większy pułap możliwości nadania środków treningowych.

W naszym małym laboratorium, o którym wspomniałem mamy już fotokomórki do pomiarów czasów, prowadzimy badania krwi, badamy wydolność, posiadamy zegarki Polar, które zawodnicy noszą na rękach i paskach na piersiach, w ten sposób kontrolując GPS (dystans), tętno i pracę serca, oraz robimy też cykliczne testy siły.

Wszystko po to żeby mieć jakąś świadomość tego co robimy, a nie tylko działać na tak zwanego nosa.

W Polsce często wraca dyskusja o złym przygotowaniu fizycznym zespołu do rundy. Wystarczy, że zespół przegra dwa pierwsze mecze i już pojawiają się głosy „trener źle przygotował zespół do rundy”. Czy można w ogóle źle przygotować zespół do rozgrywek?

Dariusz Okoń: Mnie się wydaje, że nie da się źle przygotować zespołu. Każdy trener ma swoją filozofię, swój plan, każdy stara się pracować jak najlepiej na materiale jaki zastał, a później weryfikuje to boisko.

Rafał Górak: Moje zdanie jest inne. Bezapelacyjnie można źle zespół przygotować. Jest wiele materii w których można popełnić błąd. Jednym z elementów przygotowania zespołu jest też np. jego dobór. Już na starcie jeśli źle dobierzemy zespół, jeśli nie będziemy mieli go takiego jaki sobie zaplanowaliśmy, jeśli dobierzemy go na przysłowiowego nosa, to już mamy jeden problem. Następnie jeśli wybierzemy złą drogę przygotowań, to kolejny problem. Ale przede wszystkim dla mnie można źle przygotować zespół po prostu dlatego, że się go nie wytrenuje. Tak jak mówiłem wcześniej – 95% zespołów jest niedotrenowanych, a nie zamęczonych. Zespoły nie są wytrenowane, spójne, nie ma w nich jakości. Oczywistym jest, że my jako trenerzy popełniamy błędy w przygotowaniach. Nie takie same, różne, ale zmierzające do tego, że zespoły bywają źle przygotowane do rozgrywek. Czasem może być to za duża rotacja, a niekiedy bywa tak, że zespół zachwiać może brak rotacji wewnątrz drużyny, bo zespół zawsze powinien czuć, że jednak ta rotacja się odbywa – mniejsza lub większa. W każdym razie tych aspektów do tego, żebyśmy mówili, czy zespół jest dobrze, czy źle przygotowany do rundy jest wiele. Można tu też wymienić choćby organizację klubu, organizację pracy trenera, zespołu, samą pracę po treningach zawodników. My mamy ich w szatni 3-4 godziny, a dzień jest dłuższy. Jest wiele spraw, które wpływają na przygotowanie. Obowiązkiem trenerów jest dążyć do tego, żeby z przekonaniem móc odpowiedzieć na każde pytanie o przygotowanie zespołu. Dlaczego coś było robione tak, a nie inaczej.

My w Elanie jesteśmy na trzecim szczeblu rozgrywek, ale wydaje mi się, że w wielu aspektach jeśli chodzi o organizację zajęć nie mamy się czego wstydzić. Ale wiadomo – musimy się rozwijać. W kwietniu 2017 w wielu rzeczach byliśmy inaczej przygotowani niż jesteśmy przygotowani teraz.

Dariusz Okoń: Trener ma dużo racji, natomiast ja wciąż uważam, że żeby nie przygotować zespołu, to musi trafić się wybitny „fachowiec”. Też możliwości nawet w niższych ligach dają szansę na właściwe przygotowanie piłkarzy. Ale fakt, trener Górak ma rację. Dużo jest tych aspektów w przygotowaniach, gdzie można się wyłożyć. Na pewno trzeba chcieć pracować.

Rafał Górak: Ja często się śmieję też z takich zwrotów młodszych i starszych trenerów, którzy mówią „jakbyśmy mieli możliwości, to my byśmy…” i następnie się fantazjuje jacy bylibyśmy zajawieni do niektórych rzeczy i jakbyśmy fantastycznie pracowali. Natomiast ja nie rozumiem o co chodzi! Trener musi umieć znaleźć się w rzeczywistości takiej jakiej się jest, trzeba umieć rozmawiać z ludźmi o swoich zapotrzebowaniach, dążyć do rozwoju i trzeba umieć wykorzystywać te środki, które się ma. To jest zadanie trenera, żeby wycisnąć cytrynę do bólu, żeby z tego materiału który się ma, było coś więcej niż się wszyscy spodziewają. To jest ten największy sukces trenera. My w Elanie też chcemy być zawsze krok przed tymi oczekiwaniami jakie mają do nas ludzie z zewnątrz i taka jest rola trenera żeby tak było. Nie jest to łatwe, bo generalnie zwyciężanie w piłce to nie jest prosta sprawa. Trzeba dużo pracy wykonać, żeby wszystko zagrało.

Dlaczego w Polsce tak dużo zawodników się testuje?

Rafał Górak: To jest prosta odpowiedź! Bardzo słabo jest rozwinięty dział skautingu! Nie mówię o wszystkich klubach, raczej tak generalnie. Gdyby działy skautingu były tak rozwinięte jak ja to sobie wyobrażam, choć sam na pewno mam jeszcze wiele do poprawy w świadomości działania profesjonalnego skautingu w klubie, to wyobrażam sobie, że tych testów byłoby o wiele mniej. My w Elanie też już powinniśmy dostawać zawodnika, co do którego jesteśmy pewni, że spełnia piłkarsko nasze oczekiwania. Ale tak nie jest. Natomiast my to my, jesteśmy w II lidze, nie mamy takich możliwości finansowych i nawet zasobów ludzkich, żeby skautować piłkarzy na szeroką skalę. Kwestią absurdalną są dla mnie natomiast wycieczki zawodników na testy w klubach Ekstraklasy i I ligi i jest to dla mnie niewyobrażalne że można działać w taki sposób na tak wysokim poziomie. Te kluby powinny mieć tak rozbudowany system wyszukiwania zawodników, żeby po prostu nie musieć szukać piłkarzy gdzieś na świecie.

Takim zawodnikiem, który przychodził do Elany bez żadnych testów był Dominik Kościelniak.

Rafał Górak: My chcieliśmy z trenerem Okoniem żeby tak to u nas działało, ale w klubie mocno obawiano się czy jest to dobra decyzja. Bo niby dlaczego Kościelniak miałby być taki zawodnikiem, który nie potrzebuje testów? Takie słyszeliśmy pytania. My mieliśmy z Darkiem to szczęście, że znaliśmy Dominika, wiedzieliśmy jaki to jest piłkarz, mieliśmy też to szczęście, że wcześniej klub pozyskał platformę InStat i można było Dominika obejrzeć i jakąś wiedzę na jego temat zdobyć i podjąć taką, a nie inną decyzję, że go do klubu sprowadzamy. Dzisiaj naszym najlepszym partnerem w pracy skautingowej jest InStat. Gdybyśmy nie posiadali tej platformy dziś być może bylibyśmy ubożsi o Michała Kołodziejskiego, Wołkowicza czy Kozłowskego, tylko dlatego, że ktoś mógłby nas uprzedzić, a tak okazaliśmy się my szybsi. Wiedzieliśmy, że jest potencjał, poprzez badania motoryczne sprawdziliśmy, że jest potencjał ogromny u każdego z nich, poprzez trening wkomponowaliśmy ich do zespołu w taki sposób, że dziś możemy się cieszyć, że oni są w Elanie i wszyscy mówią, że to świetne transfery itd. Ale to się z niczego nie wzięło. Nie było tak, że zawodnik przyjeżdżał a my o nim nic nie wiedzieliśmy. My wiedzieliśmy, że potencjał jest. Jeśli sprawdzalibyśmy tylko na bazie testów zawodników, to w Elanie prawdopodobnie nie byłoby Dominika Kościelniaka, który po przyjściu w pierwszych sparingach piłkarsko wyglądał niezbyt ciekawie. Stąd też dużo pomyłek w transferach klubów. Zbyt dużo opinii opiera się wyłącznie na testach kilkudniowych.

Ekstraklasa gra za dużo?

Rafał Górak: Przerwy maja bardzo mało. Znamy trenerów z Ekstraklasy z Darkiem. Możemy tylko pytać jak oni to postrzegają. I rzeczywiście z tego co opowiadają – 37 meczów plus puchary, to dużo i brakuje tego okresu na regenerację, oraz na to żeby mocniej potrenować. Brakuje tych treningów zwłaszcza dla zawodników którzy nie grają. Na pewno powinien być okres na zdecydowany odpoczynek, żeby było pewne że piłkarz jest zresetowany. Potem powinien być okres na to, żeby wykonał ciężką robotę i potem żeby miał siły aby w 50 meczach w roku zagrać. Musi to być zrównoważone wypoczynkiem i ciężkim treningiem. U nas w Ekstraklasie nie jest to zrównoważone.

Wynika to też ze strefy klimatycznej w której się znajdujemy. Najwygodniej chyba byłoby żebyśmy grali rozgrywki systemem wiosna-jesień. Ale wiadomo – to wywraca do góry nogami wszystko. Na razie trzeba sobie radzić w takich warunkach jakie mamy.  

Panowie, tematem przewodnim naszej rozmowy jest zimowy okres przygotowawczy. Pamiętacie jeszcze jakieś ciekawe historie związane z tymi okresami?

Rafał Górak: Przypominamy sobie i pamiętamy dużo. Nie raz po 22.00 jak jesteśmy w mieszkaniu z Darkiem to sobie je przypominamy i śmiejemy się do rozpuku. Planujemy napisanie książki z anegdotami jak już zakończymy pracę w piłce. Dziś nam zwyczajnie nie wypada, obowiązuje nas cisza zawodowa w tych tematach. Natomiast jest o czym gadać, wiadomo. Zawód sportowca jest pięknym okresem  w życiu młodego człowieka, trenera również. Wiadomo, że dzięki specyfice grupy wytwarza się dużo śmiesznych sytuacji. Natomiast niech to zostanie tajemnicą szatni. Każdego zachęcam – uprawiajcie sport, będziecie mieli co opowiadać. 

Dariusz Okoń: To ja opowiem, jak  kiedyś zagrałem w jednym okresie przygotowawczym 11 pełnych meczów sparingowych. Wszystkie po 90 minut, jako jedyny w zespole. Wszyscy grali połówki, a ja mecz za meczem 90 minut. W dzisiejszych czasach raczej nierealne.